Cucire con il metallo
di Basia Czyżewska
«Da sempre mi affascinavano le forme aerodinamiche e bombate delle auto e degli aerei. Mi interessava il modo in cui un artigiano, lavorando solo con le proprie mani, è in grado di far emergere da lamiere piatte delle forme pienamente tridimensionali», racconta Jan Ankiersztajn chinandosi su una forma lucente: è una panca, “cucita” con pezzi di lamiera di alluminio. Jan inizialmente li ha tagliati dal foglio di lamiera, come un sarto. Poi li ha modellati, conferendo loro la terza dimensione. Infine, li ha “cuciti” in un’unica superficie che ricopre l’intelaiatura traforata. «L’alluminio rimane fino ad oggi un materiale chiave nell’aeronautica ed è stato universalmente utilizzato nella costruzione delle auto sportive dagli Anni 50, periodo che ritengo essere il momento in cui sono nate le geometrie più interessanti della storia dell’automobilismo», racconta nella sua officina a Poznań (Polonia occidentale). Sottolinea che le forme aerodinamiche derivavano dalla loro funzione e dalle leggi della fisica. L’estetica era un fatto puramente secondario. Ma quello che attira Jan è il processo in sé: un lavoro manuale che richiede tempo e permette ai pensieri di maturare secondo ritmi e tempi naturali. Utilizza volentieri i tradizionali metodi artigianali della metà del XX secolo. «Sebbene io utilizzi strumenti digitali, li considero unicamente un ausilio. Mi aiutano a elaborare la struttura, a ridurre gli errori tecnici. Ma non voglio che sia il computer a dirigere la creatività», sottolinea. E il processo fisico di creazione di un oggetto è misurato in settimane e mesi. Jan lavora da solo, in completa concentrazione, correggendo continuamente la forma. Disegna, taglia, piega, lucida. «Questo lavoro è intenso e mi impegna completamente, fisicamente e mentalmente». In piedi accanto a una ruota inglese in ghisa importata dal Regno Unito dice: «Il processo di lavorazione della lamiera nella mia officina è vicino alla scuola britannica del metalshaping». La tecnica l’ha imparata da solo, sebbene i forum tematici su Internet che raccolgono esperti da tutto il mondo si siano rivelati una miniera di conoscenza. La loro esperienza e sapienza non si traducono letteralmente nelle forme sperimentali di Ankiersztajn. In pratica ogni oggetto è un rompicapo a parte. Jan non si sente tuttavia un artigiano, il lavoro diretto con le mani è solo una parte del processo nel quale Ankiersztajn unisce il progetto con l’improvvisazione, il controllo con il rischio, il ritmo rapido con una profonda riflessione. «Mi capita di lavorare senza schizzi. L’esperienza nella formatura della lamiera mi permette di agire seguendo l’intuito. L’ultima collezione di opere è proprio così: più libera. Il tavolino basso è nato completamente come effetto di improvvisazione, dall’intelaiatura ricurva in alluminio, fino alla lamiera che ha chiuso la forma», dichiara, riconoscendo la decisa influenza sul suo modo di progettare della Design Academy di Eindhoven, dove come metodo ha assunto l’esperimento e il lavoro con il contesto. «Per me era importante l’approccio secondo il quale l’oggetto dovrebbe difendersi da solo. Punto su forme ambigue, aperte all’interpretazione, che possono essere lette a diversi livelli», afferma, collaborando con la Galleria Rossana Orlandi e con la Objekt Gallery di Varsavia. La forma perfezionista e splendente nasconde i racconti sull’artigianato e sulle fascinazioni personali. L’effetto è una composizione astratta, che organizza lo spazio attorno ad essa.
Articolo in lingua originale
Od zawsze fascynowały mnie aerodynamiczne, pękate kształty samochodów i samolotów. Interesowało mnie to, jak rzemieślnik, pracując wyłącznie własnymi rękami, potrafi wydobyć z płaskiej blachy skomplikowane, w pełni trójwymiarowe geometrie – mówi Jan Ankiersztajn pochylając się nad lśniąca bryłą. To aluminiowa ławka „zszyta” z kawałków aluminiowej blachy. Jan najpierw wyciął je z arkusza tak, jak krawiec. Potem wymodelował nadając trzeci wymiar. Wreszcie połączył w jedną płaszczyznę pokrywającą ażurowe rusztowanie. – Aluminium do dziś pozostaje kluczowym materiałem w lotnictwie i było powszechnie wykorzystywane w budowie samochodów sportowych z lat 50., okresie, który uważam za moment narodzin najciekawszych geometrii w historii motoryzacji – mówi w swoim warsztacie w Poznaniu (zachodnia Polska). Jak podkreśla aerodynamiczne formy wynikały z funkcji i praw fizyki. Estetyka była tylko pochodną. Ale Jana pociąga sam proces – czasochłonna, manualna praca, która pozwala dojrzewać myślom w naturalnym rytmie i tempie. Chętnie sięga po tradycyjne metody rzemieślnicze z połowy XX wieku. – Choć korzystam z narzędzi cyfrowych, to traktuję je wyłącznie jako wsparcie. To pomoc w opracowaniu konstrukcji, redukowanie błędów technicznych. Nie chcę, aby komputer kierunkował twórczość – podkreśla. A fizyczny proces powstawania obiektu liczony jest tygodniami i miesiącami. Jan pracuje samotnie, w pełnym skupieniu, nieustannie korygując formę. Kreśli, docinania, gnie, poleruje. – Ta praca jest intensywna angażuje mnie w pełnie fizycznie i psychicznie – mówi. Proces kształtowania blachy w moim warsztacie jest bliski brytyjskiej szkole metalshapingu – mówi, stając obok żeliwnego koła angielskiego sprowadzonego z Wielkiej Brytanii. Warsztatu nauczył się samodzielnie, choć skarbnicą wiedzy okazały się specjalistyczne fora internetowe skupiające praktyków z całego świata. Ich doświadczenie i wiedza nie przekłada się dosłownie na eksperymentalne formy Ankiersztajna. W praktyce każdy obiekt staje się inną łamigłówką.
Jan nie czuje się jednak rzemieślnikiem, bezpośrednia praca dłońmi jest tylko częścią procesu, w którym Ankiersztajn łączy plan z improwizacją. Kontrolę z ryzykiem. Szybkie tempo z głębokim namysłem. – Zdarza się, że pracuję bez szkicu. Wprawa w kształtowaniu blachy pozwala mi działać intuicyjnie. Ostatnia kolekcja prac jest właśnie taka – bardziej swobodna. Niski stolik powstał w całości jako efekt improwizacji, od giętego, aluminiowego stelaża po blachę, która domknęła formę – mówi i przyznaje, że bardzo silny wpływ na sposób projektowania wywarła na nim uczelnia – Design Academy Eindhoven – to tam za metodę przyjął eksperyment i pracę z kontekstem. – Ważne było dla mnie podejście, w którym obiekt powinien bronić się sam. Zależy mi na formach niejednoznacznych, otwartych na interpretację, które mogą być odczytywane na różnych poziomach – mówi współpracując z Galerią Rossany Orlandi w Mediolanie i Objekt Gallery w Warszawie. Perfekcjonistyczna lśniąca forma zaciera opowieść o rzemiośle, czy prywatnych fascynacjach. Efektem jest abstrakcyjna kompozycja, organizująca przestrzeń dookoła.
